niedziela, 20 marca 2016

Rozdział V: Przeszłość

Inspiracja: Enchanted


     Przeminął czas bycia skazańcem i uciekinierem. Syriusz mógł się szczerze uśmiechnąć pierwszy raz po wielu latach. Czuł jak ogromny głaz spadł z jego serca. Nie dość, że przywrócono mu dobre imię, to w dodatku odzyskał przyjaciela, Lunatyka, i chrześniaka, Harry'ego. To mu w zupełności wystarczało. Czego mógł więcej od życia oczekiwać? I tak było dość łaskawe, darując mu życie. Pozwolono Łapie nadal trwać na tym świecie, w tych złych czasach, gdzie zło odrodziło się na nowo. Voldemort nie próżnował, ani trochę. Wręcz przeciwnie – działał i to było przerażające. Coraz więcej rodzin mugolskich było mordowanych. Za co? Oczywiście za nic! Ginęli niewinni ludzie z różdżek Śmierciożerców. Czarny Pan tak znienawidził mugoli, że pragnął tylko jednego – zniszczyć ich. Rzecz jasna, drugi cel i ważniejszy, to Harry Potter, sławny chłopiec, który przeżył mordercze zaklęcie. Jak zaledwie niemowlę uniknęło tragicznego w skutkach działania Avady Kedavry? Lily Evans była wspaniałą osobą... Oddała życie za Harry'ego, aby mógł iść dalej. Syriusz chciał pomóc chrześniakowi, uratować go przed takim samym losem, jaki spotkał jego rodziców.
     Dzień śmierci Lily i Jamesa był nadal w głowie Blacka główną myślą. Próbował się pogodzić z zaistniałymi okolicznościami, jednak to nie było takie proste. Nie dość, że został współwinny ich śmierci to w dodatku Harry musiał znosić Voldemorta na co dzień po przez bliznę w kształcie błyskawicy. Dla Syriusza to straszna myśl, że jego chrześniak musiał cierpieć. Gdyby nie zaproponował Petera... Gdyby Voldemort nie zabił Lily i Jamesa... Gdyby Harry nie miał blizny... to by zginął. No tak, szczęście w nieszczęściu. Życie jest naprawdę dziwne. Kieruje nas drogami, które nie zawsze są łatwe, lub które prowadzą do przepaści. Łapa zastanawiał się, ile jeszcze minie czasu, żeby mógł zapomnieć o przeszłości. Tyle się zmieniło... Jednak nasze wcześniejsze wybory podążają za nami mimo wszystko. Jak żyć, kiedy przeszłość cię nieustannie ściga? I gdzie odpowiedzi na te wszystkie pytania?
     Syriusz wyrwał się natychmiast z rozmyśleń, przypominając sobie, że za chwilę ma odbyć się zebranie Zakonu Feniksa. Od dawna na nim nie był. Czy zlecą Łapie jakąkolwiek misję? Teraz był niewinny i mógł łatwiej się przemieszczać. Jednak, czy jego wybór w gabinecie Knota był dobry? Rozsądny? Kolejne pytanie bez odpowiedzi...
     Zszedł w końcu na dół. Na pewno wszyscy już są. I się nie mylił. Gdy przekroczył drzwi miejsca spotkania, ujrzał Albusa Dumbledore'a na czele stołu, dalej po jego lewej Severusa Snape'a. Co on tutaj robi? Były śmierciożerca jest po stronie dobra? Tacy jak on nigdy się nie zmieniają. Black wywrócił oczami. Współpracowali razem, bo nie mieli wyjścia. Byli na siebie skazani, ponieważ łączył ich Zakon. Jednak nadal żywili do siebie nienawiść, która tylko po czasie nauki w Hogwarcie nasiliła się. Trudno nie dziwić się temu, w końcu Snape święty nie był przed śmiercią Potterów.
     Syriusz wśród wielu innych twarzy zauważył Lupina i od razu podszedł. Huncwot podniósł wzrok z Proroka Codziennego, którego aktualnie czytał. Widząc dobrze znaną przez siebie twarz, ukazał lekki uśmiech.
     — Nareszcie. Co tak długo?
     — A wiesz... ja tu już byłem wcześniej. Cały czas jestem tutaj. Nie zauważyłeś? — Black przybrał poważny wyraz twarzy, starając się mówić przekonywująco.
     Jednak Lupin za dobrze znał Blacka. Gdy usiadł obok szczerząc zęby, Remus podniósł z tyłu rękę, by mu przyłożyć, ale przyjaciel to przewidział. Uchylił się i zaczął śmiać.
     — Twoje poczucie humoru widać z samego Hogwartu...
     — Powiedziałbym, że dalej... nie chwaląc się.
     Tym razem Black dostał łokciem w bok i zgiął się wpół.
     — Brakowało mi ciebie, Łapo. — Odparł, śmiejąc się z zaskoczenia, które przybrał Syriusz na twarzy przy ciosie.
     Black tylko puścił mu oczko głupkowato się uśmiechając.
     Bywały chwile, gdy Syriusz powracał do wydarzeń z przeszłości. Oczywiście nikomu o tym nie wspominał. Nie miał zamiaru martwić Remusa. Wystarczyło, że sam cierpiał, a Harry jeszcze bardziej. W końcu Lily i James byli jego rodzicami i musiał się wychowywać z nieznośnym wujostwem. Jednak Łapa nie zawsze myślał o minionych zdarzeniach. Ileż było radości! Te wszystkie szlabany, wybryki Huncwotów... Mimo tych najgorszych wspomnień, mieściły się także w sercu te najpiękniejsze i niezapomniane. Czy właśnie one pozwoliły przetrwać mu w Azkabanie i teraz, gdy jest już niewinny? Jeszcze jedno pytanie bez odpowiedzi...
     Dzięki Lunatykowi Syriusz uwalniał się od złych wspomnień, które go wytrwale prześladowały. Właśnie takie drobne momenty, uczynki czy też słowa, sprawiają nam uśmiech na twarzy i lepsze samopoczucie w głębi siebie. Zawsze krótka wymiana zdań z przyjacielem była jak dawka leku na zranioną duszę.
     Łapa przyjrzał się radosnej twarzy Lupina, który śmiał się razem z Nimfadorą z wcześniejszego żartu Dumbledore'a. Coś między nimi było... Ale co? Syriusz uśmiechnął się, wiedząc już o co chodzi.
     Minęła zaledwie chwila, gdy dyrektor Hogwartu powstał z miejsca, uciszając wszystkich zgromadzonych. Poprawił swoją granatową szatę i z powrotem usiadł na swoje miejsce. Gdy przemówił jego głos był jakby tubalny przez ogarniające wszystkich milczenie.
     — Bardzo cieszę się, że mogę zobaczyć wszystkich w komplecie. Czasy są teraz groźniejsze niż kiedykolwiek, co sami z resztą wiecie. Na początek chciałbym powitać z powrotem w naszym gronie Syriusza.
     Przez pomieszczenie przeszły radosne okrzyki i oklaski. Jedyną osobą, która nie zareagowała na ostatnie zdanie Albusa to Snape. Syriusza wcale to nie dziwiło. Przecież był jedną z tych osób, które go gnębiły. Jednak profesor też nie był bez winy. I oboje to doskonale wiedzieli.
     Dumbledore uniósł prawą rękę w celu uciszenia radości skierowanej ku Łapie. I oczywiście wszyscy zamilkli – jednak z innego powodu. Każdy wpatrywał się w jego poczerniałą dłoń. Wyglądała jakby była martwa. Dyrektorowi nie przeszło to uwadze i skomentował krótko:
     — Nie pytajcie, bo i tak nie uwierzycie — uśmiechnął się i dodał: — Mamy ważniejszą sprawę do omówienia.
     — Coś poważnego? — Zapytał pan Weasley, który siedział na przeciw Blacka.
     — Zależy co usłyszymy. I do tej misji najlepszym kandydatem będzie Syriusz.
     Wszyscy zwrócili oczy na zdezorientowanego mężczyznę. ,,Dlaczego akurat ja?'' – zapytał w myślach, otrzymując po chwili głośnej odpowiedzi.
     — Najlepiej znasz tego śmierciożerce. Nie powinienem cię o to prosić, ale tylko ty wykonasz idealnie te zadanie.
     — Peter — odrzekł z odrazą.
     No tak, jeszcze tego brakowało. Zajmować się zdrajcą, mordercą i sługą Voldemorta, a nawet byłym Huncwotem. Idealnie zapowiadał się powrót do Zakonu.
     — Wiem co myślisz. Zdaję sobie sprawę. Niemniej jednak, jak wspomniałem wcześniej, tylko ty możesz wykonać najlepiej tę misję. Wydaje się ona dość prosta, lecz to tylko pozory. Syriuszu, znasz go najlepiej od nas wszystkich. Będziesz, jakby to powiedzieć, najbardziej obeznany w trakcie tegoż zadania.
     Nikt nie protestował. Wszyscy wiedzieli kim był Peter dla Syriusza. Jednak dlaczego nie wspomniał o Lunatyku?
     — A Remus?
     — Właśnie, możemy razem...
     — Nie — przerwał Lupinowi Dumbledore. — Ty będziesz potrzebny gdzieś indziej. Zaufaj mi. — Odparł po czym zwrócił się z powrotem do Łapy. — Później zrozumiesz sam, dlaczego właśnie ciebie wybrałem.
     Black przytaknął, gotów, by usłyszeć dalsze słowa starca. Niestety, głos zabrał ktoś inny.
     — Ja bym nie ufał tak Blackowi, dyrektorze — odezwał się nagle Snape. — Byli kiedyś bardzo blisko. Lepiej nie ryzykować.
     — Czym nie ryzykować? — przerwał mu ostro Syriusz.
Na twarzy Severusa pojawił się jadowity uśmiech.
     — Oh, na pewno wiesz. Usłyszysz cokolwiek o tym, jak bardzo byliście próżni i tacy, hm, WSPANIAŁOMYŚLNI, że od razu przejdziesz na jego stronę.
     Lupin szybko przytrzymał przyjaciela. I zrobił to w odpowiedniej porze, bowiem ten chciał już wstać.
     Albus otwierał już usta, lecz wyprzedził go Syriusz.
     — Myślisz, że zaufałbym osobie, która okazała się zdrajcą i zamordowała Lily i Jamesa?! — Podniósł niebezpiecznie głos, a nikt z zebranych nie śmiał się odezwać. — Mów co chcesz, Snape. Twoje zdanie mało mnie obchodzi.
     — Jestem członkiem Zakonu Feniksa i mam prawo...
     — ... wtykać swój długi nochal w nie swoje sprawy? Nie, nie masz.
     — Aroganci, bezczelny... Dokładnie jak Potter. I jego syn również taki jest.
     Tym razem Lunatyk już nie utrzymał Łapy. Ten gwałtowanie wstał z wściekłym wyrazem twarzy. Jego oczy płonęły złowrogim blaskiem.
     — James był dobrym człowiekiem! I Harry także! Lily była mądrą osobą i nie wyszłaby za jakiegoś idiotę! I powiedz jeszcze słowo, a źle skończy się ta rozmowa...
     Po chwili wstał także Snape z wyciągniętą różdżką. Dumbledore badawczo obserwował całą sytuację w milczeniu, trzymając w gotowości swoją.
     — Tacy jak on się nie zmieniają! — krzyknął rozjuszony profesor.
     — James się zmienił! Spójrz lepiej na siebie. Kiedy ktoś raz staje się śmierciożercą to nigdy nie przestaje nim być!
     — JAK ŚMIESZ!
     — JA PRZYNAJMNIEJ NIGDY NIM NIE BYŁEM I NIE BĘDĘ!
     Dyrektor wstał. Dość już usłyszał.
     — Uspokójcie się! — Krzyknął tak głośno, że sam Stworek, skrzat domowy, wyciągnął głowę zza drzwi. — Severusie, to co kiedyś było, już nie ulegnie zmianie, więc pogódź się z przeszłością. — Jego srogi wyraz twarzy śledził siadającego w milczeniu profesora i po chwili przeniósł się na drugą osobę. — A Ty Syriuszu, wiedz, że Severus nie jest już sługą Voldemorta, choć na pewno ciężko ci w to nadal uwierzyć. Rozumiem twoją irytację, ale ona nam w niczym nie pomoże, a tylko pogorszy sprawę.
     Syriusz usiadł z powrotem na miejsce. Miał ochotę zemścić się na Snape’ie. Jednak musiał odłożyć to na później. Najważniejsze było teraz zająć się sprawami Zakonu.
     — Severusie, to ja decyduję kogo wysyłam na misję i gdzie. Jeśli mówię, że Syriusz wykona zadanie wręcz idealnie, to tak będzie. — Albus wziął głęboki oddech i opadł ciężko na fotel. Snape patrzył przez chwile z nienawiścią, lecz chwilę później spuścił wzrok. Po dłuższym czasie dyrektor wyprostował się i przemówił w kierunku Blacka. — Zadanie, jak mówiłem, jest tylko z pozoru proste. Przejdę od razu do rzeczy. Widziano ostatnio Petera Pettigrew w Dziurawym Kotle. Dokładnie mówiąc – Alastor Moody go widział.
     Szalonooki odchrząknął, a jego oko zawirowało wokół zebranych, by po chwili zatrzymać się na Syriuszu.
     — Tak jak powiedział Dumbledore. Widziałem jak sobie tam popija. Co się okazało później – dość często. Udało mi się podsłuchać, że jutro ma spotkać się z Lucjuszem Malfoyem w tym miejscu. Niestety godzina nie jest mi znana.
     — To Malfoy nie jest już w Azkabanie? — Zapytał pan Weasley po raz drugi tego dnia.
     — Ma trafić tam jeszcze w tym tygodniu — odpowiedział starzec. — Minister Knot jest przekonany o jego przynależności do Voldemorta. Jednak dano mu jeszcze trochę czasu. Był w końcu ważną osobistością w świecie czarodziejów.
     — Rozumiem, że mam jutro pojawić się w Dziurawym Kotle? — podjął z powrotem temat Syriusz.
     — Dokładnie tak, ale będziesz tam cały dzień ze względu na nieznaną nam porę spotkania. A przy okazji może usłyszysz też inne, cenne dla nas informacje. Oczywiście działasz po cichu. Nikt nie może cię rozpoznać, przysiąść się do ciebie czy choćby z tobą rozmawiać. Masz być cieniem.
     — Zrozumiałem. Obiecuję wypełnić zadanie jak najlepiej.
     — W to nie wątpię — uśmiechnął się szczerze Dumbledore. Syriusz mógłby przysiąc, że puścił mu oczko.

     Reszta zebrania potoczyła się już bez żadnych wybuchów ze strony Snape'a i Blacka. Szalonooki Moody wiele razy podkreślał "Stała czujność!", Artur Weasley wyrażał głośno sprzeciw wobec braku jakiejkolwiek ochrony dla mugoli, a reszta osób co jakiś czas coś dodała od siebie. Syriusz dowiedział się jak wiele już rodzin niemagicznych zostało zamordowanych. Dumbledore ostrzegł wszystkich, że Śmierciożercy będą próbować przejąć Ministerstwo. Każdy członek Zakonu musiał uważać na siebie, bowiem jedno zawahanie, źle wypowiedziane zdanie czy strach, były sygnałem dla zwolenników Voldemorta. Pocieszającym faktem było to, iż Czarny Pan bał się Albusa Dumbledore'a, więc nie było jeszcze tak źle. Uczniowie Hogwartu także mogli czuć się bezpiecznie. Jednak ile czasu miało tak być? Odpowiedź miała nadejść kilka miesięcy później.
     Syriusz wszedł po naradzie do swojego pokoju i usiadł na łóżku. Minęło tyle czasu, a zamiast być lepiej jest coraz gorzej. Westchnął cicho. Brakowało mu tych wszystkich wybryków z Huncwotami, tych goniących uczniów zbroi, zaczarowany dywan w pokoju wspólnym Gryffindoru...
     Spojrzał na stary kufer przed sobą. Wiedział co w nim jest, ale czy on, Syriusz Black, chciał go otworzyć? Czy dawne wspomnienia miały ujrzeć światło dzienne właśnie dziś, w tym momencie? Czemu nie.
     Wstał i uklęknął przy nim. Otworzył powoli wieko po czym rozniósł się cichy pisk. Ostatni raz używał tego kufra, gdy uczył się w Hogwarcie. Nadal był wyryty na nim złoty, lecz już starty, napis: "Syriusz Black, jeden z Huncwotów". Łapa uśmiechnął się sam do siebie. Chciał znów poznać smak z dawnych lat i bez wahania zanurzył rękę we wnętrzu kufra. Wyciągnął z niego po chwili starą fotografią, przedstawiającą czterech uśmiechniętych chłopców z szóstej klasy. James... Uśmiechał się szeroko w jego stronę. Jednak już nigdy nie miał widzieć tego wyrazu twarzy w rzeczywistości. Spojrzał po chwili na siebie, młodą osobę, której jeszcze nie zniszczył Azkaban całkowicie, i na Remusa, którego uśmiech nadal widział za każdym razem, gdy był na Grimmlaud Place 12. I Peter...
     Syriusz odrzucił fotografię jakby sam widok na czwartą osobę sprawił, że poparzyła mu dłoń. Po chwili wyjął stary szal Gryffindoru. Momentalnie powróciły czasy, gdy zawsze zakładał go na mecze Jamesa. Nie lada wyczyny Rogacz wyprawiał na miotle, a Harry w zupełności odziedziczył jego talent, a nawet jest jeszcze lepszy. Z resztą, sam James mówił, że jego syn będzie o niebo fantastyczny. Nie mylił się.
     Nagle z szalika wyleciał stary... znicz! Ten sam, który Rogacz złapał w czwartej klasie dla pięknej rudowłosej Lily Evans. Niestety ta go nie znosiła jeszcze wtedy i poprosiła Blacka, by odniósł na swoje miejsce. Pamiętał późniejszą rozmowę z Jamesem jakby była dopiero wczoraj. 

— Łapciu! — Zawołał chłopiec o kruczoczarnych włosach w swoich okrągłych okularach. Syriusz na jego widok uśmiechnął się ironicznie. ,,Ja mu dam "Łapciu"... ‘’
     — ROGASIU, szukałem Ciebie właśnie.
     — Oh, tylko wiesz, niezbyt mogę umawiać się z tobą na jakieś pogaduchy. Co by na to Lilka powiedziała! — Wywołał udawaną rozpacz po czym zmierzwił sobie włosy. Syriusz zaśmiał się.
     — Właśnie o nią mi chodzi — wyciągnął z kieszeni spodni złoty znicz. James ukazał lekki uśmiech.
     — Tak myślałem. Mimo to na pewno się ze mną w końcu umówi. Mogę czekać nawet do ostatniej klasy!
     Okularnik złapał znicz, który chwile temu wyleciał sam z dłoni Blacka. Przyjrzał mu się i zwrócił przyjacielowi.
     — Zatrzymaj go, Łapciu — wyszczerzył zęby. — A Evans jeszcze się ze mną umówi, mówię ci!

     James nigdy się nie poddawał. I tak jak zapowiedział – był w końcu z nią, jednak dopiero wtedy, gdy zmienił się. A dlaczego? Dla niej. Z miłości. Tak, Rogacz był wspaniałym człowiekiem. Dorósł i Łapa mógł ze spokojem powiedzieć, że jest dumny z tego, że byli dla siebie jak bracia.
     Uśmiechnął się w duchu. Co jeszcze czeka na wyciągnięcie z kufra? Ponownie zanurzył rękę i poczuł coś miękkiego, zawiniętego w kilka worków. Syriusz zaśmiał się na głos. Trzymał w dłoniach starą poduszkę*, którą otrzymał od Jamesa na swoje trzynaste urodziny! Jej właściwość była dość... śmierdząca. Pluła ohydną mazią na każdego, kto tylko ją dotknął.
     Black wstał jak porażony. Od razu wybiegł z nią z pokoju, po drodze powoli odwijając worki. Chciał pokazać ją Lunatykowi. Na pewno wspomnienia związane z nią poprawią mu humor po tym smętnym zebraniu!
     Zbiegł prędko po schodach i już miał wchodzić do kuchni, gdy drogę zagrodził mu Snape. Czemu akurat teraz?!
     Profesor ukazał jadowity uśmiech na widok zmachanego Łapy.
     — No proszę, biegniesz by przekazać informację Czarnemu Panu, Black?
     Syriusz wywrócił oczami.
     — To nie twoja sprawa i bardzo Cię proszę... WYJDŹ Z TEGO DOMU. Mdli mnie na twój widok. — Znudzony, ale głośny głos Syriusza usłyszała Nimfadora, która wychyliła głowę zza drzwi kuchni.
     — Uwierz, nie mam zamiaru tu przebywać dłużej. W końcu to tutaj mieszkał ten bezczelny i arogancki Black. A wiesz co ci powiem? Nikt nigdy nie wyrasta ze swoich więzów krwi. Jesteś prawie jak Śmierciożerca. — Ukazał triumfalny uśmiech pewny, że złamał Łape. Jednak mylił się. Snape myślał, że wyciągnie różdżkę, ale tego nie zrobił. Syriusz rozerwał worek i rzucił plującą poduszką prosto w bladą twarz profesora. Ta wściekle obsmarowała mu głowę śmierdzącą mazią, jakby czekała na to od czasu zakneblowania w kufrze. Snape zachwiał się i oparł o ścianę ciężko dysząc. Obok Tonks po chwili pojawił się Lupin. Oboje dusili w sobie wybuchnięcie śmiechem. Sam Syriusz miał już łzy w oczach. Jednym ruchem różdżki z powrotem związał poduszkę we worki. Severus patrzył na niego spode łba.
     — Mógłbyś się czasami umyć, Smarkerusie. A teraz wynoś się z tego domu zanim całkiem rozniesiesz tu smród.
     Łapa wyszczerzył do niego zęby, a kipiący wściekłością Snape wyszedł trzaskając drzwiami. Dopiero wtedy Syriusz razem z Remusem padli na podłogę wijąc się ze śmiechu.
     — Jeszcze ją masz?! — zawołał po dłuższej chwili przez łzy Lunatyk.
     — Znalazłem ją właśnie i chciałem ci pokazać, ale sam widzisz. Snape nie mógł się oprzeć, by ją jako pierwszy wspomnieć!
     Lupin wybuchnął głośnym śmiechem, a po chwili sama Nimfadora, która nadal stała w drzwiach. Kiedyś James widział jak Snape nazwał Lily szlamą i ten od razu rzucił prezentem Syriusza. Ile by Łapa dał, by cofnąć się do tych pięknych beztroskich lat w Hogwarcie. 

~***~

     Słońce jeszcze nie wstało, gdy Black stał przed drzwiami Dziurawego Kotła. Miał na sobie czarną pelerynę i wywodził się od niego nieprzyjemny zapach. ,,Jednak poduszka jeszcze się na coś przydała.'' - pomyślał w duchu. Wszedł cicho do środka i usiadł w najciemniejszym kącie, z którego miał dobry widok na całe pomieszczenie. Przed Syriuszem zapowiadał się długi i niewygodny dzień. Mimo to bardzo był ciekawy spotkania Glizdogona z Lucjuszem. O czym chcą rozmawiać?
     Po chwili podszedł barman, Tom. Wykrzywił się na widok brudnego i śmierdzącego człowieka. Jednak nie śmiał nic powiedzieć, bo z drugiej strony wyglądał groźnie. Przebranie działa.
     — Co Pan zamawia?
     — Jedna ognista whisky — odpowiedział ochrypłym głosem.
     Tom pośpiesznie odszedł i po chwili wrócił z zamówieniem. Syriusz nie miał wyjścia – musiał siedzieć i udawać jak najdłużej.

     Minęła godzina. Za chwilę druga i trzecia. Jednak po Śmierciożercach nie było śladu... jeszcze.

~***~

     Harry przyglądał się fotografią w domu Horacego Slughorna. Rozpoznał na kilku swoją matkę i ojca oraz Syriusza. Wszyscy wyglądali zaskakująco młodo i w dodatku na bardzo szczęśliwych. Uśmiechnął się sam do siebie. Właściciel domu to zauważył, ponieważ cały czas obserwował chłopca.
     — Twoi rodzice to byli wspaniali ludzie. Szkoda, że sprawy tak się potoczyły. Przeczytałem w gazecie, że Syriusz Black został uniewinniony.
     — Tak, to prawda. Nigdy nikogo nie zabił.
     Horacy przyjrzał się dobrze Harry'emu. O czym właśnie myślał? Podszedł do miejsca, w którym stał chłopak i zza wszystkich zdjęć, wyciągnął z głębi starą fotografię.
     — Mam wiele zdjęć swoich uczniów. Masz jakieś swoich rodziców?
     — Tak, nawet kilka. — Uśmiechnął się lekko, a Slughorn odpowiedział tym samym.
     — To dobrze, bo nie miałbym ci co dać. Jednakże, jest takie jedno... Zawsze je chowałem tylko dla siebie. Pewnie zapytasz dlaczego, gdy je ujrzysz. Oczywiście to bardzo proste. To jedyne zdjęcie, na którym widać pełnie życia człowieka. Z resztą sam spójrz.
     Podał Harry'emu fotografię, na której był śmiejący się Syriusz. Widok wręcz fascynował. Gryfon był pewny, że przed domem Dursley'ów widział w swoim Ojcu chrzestnym uosobienie radości i szczęścia. Jednak się wtedy mylił, aż do teraz. Syriusz żył wtedy pełnią życia, bez żadnych trosk i pełen był niewyobrażalnego szczęścia. Z tej starej fotografii bił ogrom blasku. Harry uśmiechnął się. Zobaczył najlepszą wersje wspaniałego człowieka.
     — Zatrzymaj ją — rzekł Slughorn, gdy Harry chciał oddać mu zdjęcie. — Dla Ciebie ma na pewno większą wartość. Pokaż mu tę fotografię później. Na pewno ucieszy się.
     — Bez wątpienia, ale... — zawahał się. Czy naprawdę chciał zadać to pytanie?
     — Wiem, o co chcesz się zapytać. Nie pisali o tym w gazetach, ale jestem pewien, że jego stan nie jest dobry. Był w końcu dwanaście lat w Azkabanie. Nie wiem, Harry, czy ta fotografia zmieniłaby jego nastawienie do siebie, życia... To tylko stare zdjęcie, a realia są inne.
     — Rozumiem.
     Nie potrzebnie zapytał. W głębi serca znał odpowiedź na te pytanie. Chciał potwierdzenia czy usłyszeć coś innego? Sam nie wiedział. Pragnął pomóc Syriuszowi, ale był bezsilny. Nie śmiał nawet prosić profesora Lupina o pomoc. ,,Jemu też na pewno jest ciężko.'' – pomyślał.
     — Wziął cię kilka razy Syriusz za twojego ojca, Jamesa? — Harry spojrzał gwałtownie na właściciela domu.
     — Skąd Pan...
     — Oh, Harry! Zdziwiłbym się, gdyby tak nie było. Jesteś kropka w kropkę podobny do niego, z wyjątkiem oczów oczywiście — uśmiechnął się po czym spoważniał. — Nie możesz mieć mu tego za złe. Wiele spotkało go złego. Uwierz mi, byli z Jamesem nierozłączni. Prawie jak bracia.
     — Wiem — odpowiedział krótko.
     Po chwili dołączył w końcu Dumbledore z radosnym uśmiechem.
     Harry poczuł szarpnięcie w okolicach pępka i już po chwili byli przed Norą. Gryfon wytrzeszczył oczy. Spojrzał na dyrektora Hogwartu, a ten cały czas na niego patrzył.
     — Dlaczego nie do Londynu? — zapytał z niedowierzaniem. Znowu był odcięty od ojca chrzestnego, choć musiał przyznać, że tęsknił za Ronem i Hermioną, którzy we dwoje tutaj byli. Dumbledore westchnął.
     — Wybacz mi, mój drogi chłopcze, jednakże Zakon ma wiele spraw i Syriusz z pewnością nie dysponowałby w jakikolwiek czas. Oczywiście zobaczycie się, ale trochę później. Myślę, że jakoś w sierpniu — uśmiechnął się. — A teraz chodź, przejdziemy trochę dalej. Musimy porozmawiać.

~***~

     Dochodziło południe i Dziurawy Kocioł pełen był różnych ludzi, znajomych jak i nieznajomych. Wśród wszystkich Syriusz rozpoznał Hagrida, gajowego Hogwartu – oczywiście bez żadnych trudności.
     Łapa zamówił kremowe piwo, i gdy otrzymał zamówienie, ujrzał wchodzącego do środka Glizdogona. Wyraz twarzy Blacka od razu przybrał jeszcze gorszy wygląd – o ile było to możliwe. Pettigrew usiadł niedaleko niego. Nie minęła minuta, gdy dołączył do niego sam Lucjusz Malfoy. Syriusz wytężył słuch.
     — Mam nadzieję, że przynosisz coś ważnego, Malfoy — odparł, poprawiając na głowie pelerynę, która bardzo dobrze zakrywała mu twarz. — Nie mam dla ciebie zbyt wiele czasu.
     — Oczywiście — odpowiedział ostro Śmierciożerca. — Jutro mam trafić do Azkabanu, ale to nie znaczy, że zapomnę o Czarnym Panu. Będę czekać na jego wezwanie. Możesz mu to nawet powiedzieć... — przerwał na chwilę, wpatrując się w twarz towarzysza. — W każdym razie mamy coś ważniejszego do omówienia. Chodzi o mojego syna.
     Peter przyjrzał mu się uważnie. Black ani drgnął.
     — Mów.
     — Draco zostanie wybrany przez Czarnego Pana, czuję to. Wiesz doskonale, co on zamierza zrobić.
     — Wiem. To będzie dość trudne. Dlatego będzie potrzebny szpieg w Hogwarcie, czyli twój syn.
     — Właśnie. I chcę ułatwić mu zadanie.
     Glizdogon ukazał kpiący uśmiech.
     — Czarny Pan będzie wiedział. Dobrze o tym wiesz. Nie możesz mu pomóc.
     — Ja nie, ale ty tak — rozejrzał się uważnie dookoła. — U Borgina & Burkesa. Wiesz o czym mówię. To jest nasza jedyna szansa. — Mówiąc to zniżył głos, a Syriusz musiał się przesunąć bliżej. Glizdogon zmarszczył brwi.
     — To niemożliwe, jest zniszczona. Musiałby ją naprawić.
     — I dokona tego. W końcu nie tylko mój syn jest tam szpiegiem.
Black jeszcze bardziej wytężył słuch. Kto nim jest?
     — W istocie to prawda. Jednak wiesz, że ci nie pomoże. Po ostatniej misji masz z nim na pieńku.
     — Oh, nie bądź taki. Przypominam ci, że ty też nie masz łatwo. W końcu uniewinnili twojego koleżkę, Blacka, i teraz jesteś poszukiwany.
     — On nigdy nie był moim przyjacielem. Jeśli to masz na myśli — odpowiedział z irytacją.
     Co złego Huncwoci zrobili dla Glizdogona? Czemu wybrał taką drogę? Tyle pytań, a żadnej odpowiedzi...
     — Wyśmienicie. Bella zapewne niedługo naprawi swój błąd. Przynajmniej mam nadzieję. Dla Pottera będzie to cios i wtedy można go złamać. A tymczasem wróćmy na chwilę do Draco. Aktualnie służysz u niego, więc spróbuj z nim porozmawiać.
     Peter parsknął śmiechem.
     — Nie mogę ci pomóc, wybacz. Książe Półkrwi mnie nie posłucha. Niech Narcyza spróbuje.
     — Nie można na ciebie liczyć... Przekaż Czarnemu Panu, że Zakon Feniksa robi niestety postępy. Musi swoje 'cele' zabić szybko i po cichu. Nie mogą dotrzeć do nich.
     — Nie musisz go pouczać. Doskonale wie, że wtedy cały plan będzie spalony. Wszyscy musimy być ostrożni.
     — Powiedz mi, co widzi w tobie Czarny Pan? — zapytał ze złością.
Pettigrew zaśmiał się cicho.
     — To, czego nie widzi w tobie, czyli wiernego sługi.
     Lucjusz Malfoy wstał. Był już kompletnie zdenerwowany.
     — Nie zapomnij, kto ciebie wprowadził, kiedy jeszcze udawałeś zacnego przyjaciela sławnych Huncwotów. Ah, szkoda, że cię nie złapali. Wtedy byłby z ciebie może jakikolwiek pożytek. — Rzucił szybko i bez słowa pożegnania wyszedł na zewnątrz. Glizdogon siedział jeszcze chwilę w milczeniu i także opuścił pomieszczenie.
     Minęła godzina, a Syriusz nadal siedział w Dziurawym Kotle. W jego głowie dzwoniło zdanie wypowiedziane przez byłego Huncwota: ,,On nigdy nie był moim przyjacielem.'' Czyli od początku udawał... Chował się za lepszymi od siebie. A kim był ten Książe Półkrwi? Syriusz nie miał pojęcia, ale miał wrażenie, że gdzieś już widział taki tytuł.
     Spojrzał na Hagrida, który rozmawiał zawzięcie z jakimś czarodziejem. Nagle poczuł, że chce z nim porozmawiać, bez powodu.
Niestety nie mógł w tej chwili.
     Syriusz uznał, że nie ma co już siedzieć, więc wstał i wyszedł z lokalu. Teleportował się po cichu na Grimmlaud Place 12. Dlaczego Dumbledore wybrał Łape? Równie dobrze ktoś inny mógł podsłuchać ich rozmowę. Jednak ten Książe Półkrwi... Coś mu to mówiło, ale co? Nie miał pojęcia. Usłyszał dziś dość. To faktycznie było trudne zadanie. Nie miał już sił zastanawiać się, o co dyrektorowi chodziło. Wszystko zaczynało Syriusza przerastać. Miał dość już swojego życia.
     W domu nikogo nie było, prócz Stworka, który grasował gdzieś na górze. Wszedł do kuchni i opadł ciężko na krzesło.
     Przeszłość zawsze wraca. I boli tak samo.


Dla wszystkich, którzy kiedykolwiek upadli.
Pamiętajcie: macie nadal skrzydła!


----------------------------------------------------------------------------------
* Pomysł Anes Black ''ukradłam'' z jej bloga hihi :3

6 komentarzy:

  1. Przepraszam, że dopiero co teraz komentuję, ale wieczorem miałam drobny problem z laptopem ;)
    Rozdział super, jak zwykle. Zauważyłam parę literówek, ale nic poważniejszego ;) Bardzo mi się podoba, że wprowadzasz i akcję, i wspomnienia... Jest super.
    "Mam nadzieję, że Bella dokończy swoje dzieło" - ty to umiesz zaciekawić człowieka...czyżbyś coś szykowała? Już się boję :o ;)
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Weeeny! :*
    P. S. a co do szablonu...ten jest ok ;) A jak chcesz zmienić, to może poszukaj w galerii jakiejś szablonarni? Ja szukam tu: http://galeria-zaczarowane-szablony.blogspot.com/ http://bajkowe-szablony-galeria.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A będzie w swoim czasie :3
      Dziękuję! Nic nie znalazłam ciekawego, więc po prostu sama zmieniłam ten nagłówek. Wcześniejszy był ładny, ale byłam zmuszona, ponieważ źle go wykonałam. Zostawiłam na środku białą linię, którą było widać dość wyraźnie niestety. Jednakże myślę, że ten chyba jest nawet lepszy. ;)

      Usuń
  2. Hej, hej :)
    Mam takie pytanie: jakie planujesz pairingi w opowiadaniu? Mam nadzieję, że nie sparujesz z nikim Syriusza, ale to oczywiście twoja decyzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nigdy w życiu 😂😂

      Usuń
    2. Uspokoiłaś mnie, bardzo się cieszę :) A tak z ciekawości, rozdział dodasz dziś, tak?

      Usuń
    3. Jak się wyrobie to tak :)

      Usuń