niedziela, 13 marca 2016

Rozdział IV: Obietnica

Inspiracja: A Thousand Years


     Świat zwariował. Był sprawiedliwy, a przede wszystkim dziwny. Czy historia nie powinna się skończyć na tym, że Syriusz umiera jako morderca, zbieg z Azkabanu? Nie mogła, ponieważ on żył. Serce Blacka biło nadal. I doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Jednak wątpliwości trzymały się natarczywie jego umysłu, a jeszcze bardziej podczas dnia, gdy Dumbledore powiedział, że musi pojawić się w Ministerstwie Magii. A co było najlepsze w tym wszystkim? To, że nie powiedział dlaczego! Ujął krótko: ,,Wszystko w swoim czasie.'' Ale ile jeszcze ma minąć tego czasu? Rozpoczął się lipiec, a on, Syriusz Black, nie spotkał się jeszcze z Harrym Potterem, swoim chrześniakiem. Nikt mu nie chciał na to pozwolić, twierdząc, że ''nie do końca dobrze wygląda''. Bzdury mruczał pod nosem za każdym razem, gdy widzieli wymykającego się z łóżka Blacka. Lunatyk nie był zachwycony prowadzeniem kilka razy dziennie Syriusza do pokoju, ale rozumiał go. Też nie chciałby siedzieć bezczynnie po tych wszystkich wydarzeniach i nie widzieć się jeszcze z Harrym, synem Jamesa, który był dla niego jak brat. Huncwot zauważył też, że Syriusz zaczął się zmieniać. Nie widział jak, ale czuł w sercu, że to dobra przemiana.
     Łapa tak często przebywał w swoim pokoju, że gdyby teraz stał się niewidomy, to by nadal go widział. Nie mógł znieść tej bezczynności. Z resztą, kto by mógł?
     Została ona jednak zakończona, gdy po raz drugi na Grimmlaud Place 12 ponownie pojawił się Albus Dumbledore w swojej błękitnej szacie. Oczywiście nic się nie zmienił – zawsze ten sam wyraz twarzy, srogi, lecz łagodny oraz długie, siwe włosy do pasa. Wyglądał jakby miał jakieś sto pięćdziesiąt lat, ponieważ nawet, gdy był dyrektorem za huncwotów, nic się nie zmienił... a może jeszcze wcześniej?
     Remus, najlepszy przyjaciel i ostatni z huncwotów – nie licząc Petera, który przecież zdradził – zawołał do kuchni Syriusza, który z wielką ochotą zszedł na dół. ,,Nareszcie zobaczę Harry'ego...'' – pomyślał z nadzieją. Dyrektor Hogwartu uśmiechnął się szeroko i bez owijania w bawełnę, rzekł:
— Teleportujemy się zaraz do Ministerstwa. Knot już czeka w gabinecie.
     Uśmiech, który przed chwilą miał na twarzy Łapa, nagle znikł. Nie wiedział, co ma myśleć. Zamiast zobaczyć się z Harrym to ma dać się złapać Ministerstwu? Tak, świat zwariował.
     — Mogę się dowiedzieć w końcu w jakim celu? Proszę mi wybaczyć, ale nie rozumiem — odrzekł Syriusz z dziwnym grymasem na twarzy mówiącym: ,,Jak nie powiesz to zwariuję.'' Następne jednak słowa dyrektora sprawiły, że się wzdrygnął.
     — Uspokój się, bo jeszcze chwila i całkiem stracisz rozum. Z Harrym zobaczysz już się za niedługo. Na pewno jeszcze w lipcu! — dodał, słysząc oburzone mruknięcie pod nosem. — Jak mniemam czujesz się już lepiej? Inaczej bym nie wybrał tego dnia, ale Remus zapewnił mnie...
     — Co?! — przerwał natychmiast Syriusz. - Lunatyku, czy ty coś wiesz?
     — Oczywiście, że nie, Łapo! To już nie mogę poinformować, że lepiej się czujesz? To chyba dobrze. To przyspiesza ci spotkanie z Harrym.
     — Chyba — mruknął niezadowolony. Lupin tylko westchnął i spojrzał błagalnie na Dumbledore'a. Chciał tak bardzo powiedzieć przyjacielowi o co chodzi, ale sam nie wiedział. Miał nadzieję, że w końcu starzec zdradzi jaki jest cel pobytu w Ministerstwie, ale on nie miał takiego zamiaru. Zignorował całkowicie Lunatyka.
     — Syriuszu, złap mnie za ramię. Lada chwila wszystkiego się dowiesz.
     Łapa niepewnie chwycił Dumbledore'a. Zastanawiał się, po co to wszystko? Prawie zginął na oczach chrześniaka! Co było ważniejsze od przytulenia go? I nagle pomyślał o Jamesie. O jego słowach przed śmiercią. Westchnął cicho w tym samym czasie, gdy przed nim kuchnia zawirowała. Minęło zaledwie kilka sekund i znalazł się w gabinecie Knota. Syriusz poczuł jak drżą mu dłonie.

~***~

     Minął prawie miesiąc, a chłopiec na Privet Drive 4 nadal wpatrywał się w daleką przestrzeń. Harry czekał niecierpliwie na list. Nie mógł uwierzyć, że przez ten długi czas nadal nie otrzymał żadnych wieści od swojego ojca chrzestnego. Powoli zaczął się zastanawiać, czy ten list o Syriuszu i rozmowa z Dumbledorem nie była przypadkiem snem. Przecież odezwałby się już dawno, chyba że…  nawet nie pomyślał o synu swojego zmarłego przyjaciela. Może zapomniał, nigdy nie był dla niego ważny... Ale przecież ryzykował życie, by uratować moje... a jeśli to zrobił, bo czuł się winny za śmierć ojca..? Szybko odtrącił od siebie te myśli. Nigdy nie uwierzy w to, że Syriusz go nie kocha. Z MIŁOŚCI był w Ministerstwie, z MIŁOŚCI prawie zginął, z MIŁOŚCI był dwanaście lat w Azkabanie i z MIŁOŚCI zaproponował Petera na Strażnika Tajemnicy. Chciał dobrze, za każdym razem. Jednak życie igrało z Syriuszem jak z ogniem. Mimo to tym razem dało mu drugą szanse. Harry był tego pewny. Syriusz został ostatnią osobą z rodziny, na której mu zależało. Nie chciałby go stracić, nie zniósłby tego. Tylko dwa dni przeżywał jego śmierć... a co by było, gdyby przeżywał dalej?
     Odrzucił od siebie wszystkie myśli. Z czystym umysłem nadal wpatrywał się w daleką niewiadomą. Może za chwilę zobaczy sowę od Syriusza?
     Nagle ujrzał w oddali ciemną plamę, która z każdą sekundą przybliżała się do Harry'ego i po chwili wleciała do pokoju, zrzucając najnowszy numer Proroka Codziennego na łóżko. Bursztynowa sowa usiadła cicho na parapecie okna, czekając na zapłatę. Harry posłusznie wrzucił do małego woreczka odpowiednią ilość pieniędzy i stworzenie od razu opuściło pokój. Jeszcze chwile odprowadzał sowę wzrokiem, aż ta zniknęła pod osłoną nocy. Podszedł do miejsca, gdzie była gazeta i wziął ją do rąk. Na chwile zamarł i wytrzeszczył oczy. Na pierwszej stronie było napisane:

SYRIUSZ BLACK JUŻ NIE JAKO MORDERCA

     Przez kilka minut patrzył na wyróżniony nagłówek tak jakby pierwszy raz widział na oczy te nazwisko. Serce stanęło mu jeszcze kilka chwil temu, by teraz biło jak szalone. ,,Nie jako morderca?'' – zapytał cichy głosik w jego głowie. Drżącymi dłońmi otworzył na artykuł o swoim ojcu chrzestnym i zaczął czytać:

Po okazaniu wielu dowodów i przesłuchaniu świadków, którzy w dzień ogłoszenia, że Sami-Wiecie-Kto powrócił, widzieli Petera Pettigrew, Rada Nadzorcza uniewinniła Syriusza Blacka z jakichkolwiek niegodziwych czynów. ,,Black nie był winien śmierci Lily i Jamesa Potterów, którzy zostali zamordowani piętnaście lat temu – mówi Minister Knot. - Oczywiście, wszyscy byli pewni, że to on został Strażnikiem Tajemnicy, ponieważ był bardzo bliskim i oddanym przyjacielem. Oczywiście nadal nim jest! Jednak sam Syriusz zaproponował Petera Pettigrew. Chodziło o to, że nikt nie zwróci na niego najmniejszej uwagi. W dodatku, jak opowiadał mi Black, miał w tamtych czasach świetną kryjówkę. Plan, że tak powiem, mistrzowski. Był to niestety wielki błąd, ponieważ ich przyjaciel okazał się zdrajcą, a Harry Potter został osierocony ''. Syriusz Black jest oczyszczony ze wszystkich zarzutów, a więc także z dnia, kiedy mówiono, że zamordował wielu mugoli i samego Petera. Jednak teraz po okazaniu wszelkich dowodów jest jasne, że Pettigrew upozorował swoją śmierć i ukrywał się, bojąc sprzymierzeńców Czarnego Pana. Niestety, nie udało się go namierzyć i nie jest jasne, gdzie aktualnie przebywa. Można się jednak domyślić, że u Sami-Wiecie-Kogo. Teraz Syriusz Black może ze spokojem wychodzić na światło dzienne i być dla Harry'ego Pottera prawdziwym ojcem chrzestnym, którego też odebrano, gdy był niemowlęciem.’’

     Harry oniemiały nadal wpatrywał się na nagłówek gazety: ,,Syriusz Black już nie jako morderca''. Poczuł, że zalewa go przyjemna fala ciepła w sercu. Po piętnastu latach porzucił tytuł mordercy, a jaki przyjął? Jeszcze raz spojrzał na koniec artykułu.
     ...być dla Harry'ego Pottera prawdziwym ojcem chrzestnym - powiedział cicho sam do siebie. Uśmiechnął się w duchu. Ogromne szczęście, które doświadczył dnia, kiedy dowiedział się o tym, że Syriusz żyje, teraz osiągnęło szczyt. Nie mógł wysiedzieć w miejscu. Musiał, po prostu MUSIAŁ zobaczyć Łape, choćby miał przepłynąć ocean. Tak, w gabinecie myślał, że wtedy mógłby mieć potężnego patronusa, ale teraz... teraz byłby jeszcze silniejszy. Podszedł z powrotem do okna, ale nie wpatrując się już w daleką przestrzeń, a w księżyc, z nadzieją, że niedługo ujrzy swojego ojca chrzestnego.

~***~

     Łapa wszedł do swojego pokoju kompletnie zmęczony świętowaniem z innymi członkami zakonu. I pomyśleć, że jeszcze kilka godzin temu umierał ze strachu podchodząc do biurka Korneliusza Knota! A okazało się, że to był jeden z najszczęśliwszych momentów w jego życiu. Został uniewinniony. Żył. Mógł być jak ojciec dla Harry'ego. Uśmiechnął się na samą myśl o swoim chrześniaku. Jednak od razu na wspomnienie o nim, posmutniał. Żałował, że nie mógł być z Harrym teraz. Pragnął w sercu, by jego chrześniak stał obok w tym dniu.
     Po chwili usłyszał jak ktoś otwiera drzwi i ujrzał w nich Remusa.
     — Łapo, wszystko w porządku? Jak się czujesz?
     — Wyśmienicie! Jestem wolnym człowiekiem, Lunatyku. Jutro mam zamiar spotkać się z Harrym i nie interesuje mnie co ma do powiedzenia o tym Dumbledore. To mój chrześniak i mam prawo się z nim widzieć — oznajmił stanowczo, patrząc prosto w zielone oczy przyjaciela. Ten tylko się uśmiechnął i podszedł, by bratersko uściskać Syriusza.
     — Na pewno jutro się zobaczycie. Dumbledore napisał list do jego wujostwa, że pojawisz się w ich domu — przerwał na chwile i spojrzał z uśmiechem na Łape. Syriusz od razu przybrał szeroki uśmiech na twarzy. Nie mógł uwierzyć we własne szczęście! Żył, był niewinny i w końcu zobaczy chrześniaka. Co jeszcze go czeka? Tyle szczęścia!... Szczęścia... Nagle uświadomił sobie jak było z Lily i Jamesem.
     — Remusie, a co jeśli...
     Lupin zmarszczył brwi.
     — O co chodzi?
     — James i Lily też mieli wiele szczęścia. Wzięli ślub, później pojawił się Harry... Voldemort dał im na jakiś czas spokój... A potem ta przepowiednia! Zaklęcie Fideliusa... Strażnik Tajemnicy... Peter... — parsknął śmiechem po czy dodał: — A co jeśli te szczęście skończy się tak jak z nimi..?
     Mówił bardzo chaotycznie. Teraz, kiedy o tym pomyślał, poczuł strach. Nie chciałby stracić Harry'ego. Wiedział, że to nie James, ponieważ on zginął. Razem z piękną rudowłosą Lily Evans... To HARRY. Było to tak dla niego jasne jak to, że jest czarodziejem. Nie mógł znieść myśli, że chłopiec prawie straciłby i jego. Jak długo potrwa to szczęście?
     — Syriusz... — zaczął Lunatyk, a ten wzdrygnął się i nagle wrócił myślami z powrotem do pokoju, w którym stali — Lily i James poświęcili życie, by ratować Harry'ego. Los potraktował cię strasznie. Mimo to nadal jest Harry. Szczęście, jakie teraz macie, jest wspaniałe. Nie możesz na starcie mówić, że historia z Jamesem i Lily się powtórzy. Musisz mieć nadzieję! NADZIEJA, Łapo! — spojrzał prosto w szare oczy przyjaciela, w których był lęk. Nigdy by nie pomyślał, że w tym wielkim huncwocie, drwiącym ze śmierci, walczącym od wielu lat z własną rodziną, odważnym i wspaniałym, ujrzy strach. Tak, Syriusz naprawdę bał się przyszłości, bo jaka ona mogła być dla niego? Tylko niepewna. Nie wiedział, co czeka jego i Harry'ego.
     — Nadzieja... — zaczął cicho. — Jej najbardziej mi brakuje od ich śmierci...
     — Żyjesz dla innych, Łapo. Dla huncwotów, Harry'ego, dla wszystkich. Zawsze tak było. Już od pierwszego roku w Hogwarcie to wiedziałem. Masz naprawdę wielkie serce. Na pewno znajdziesz w nim miejsce na nadzieję... — zawahał się na chwile. — James i Lily by na pewno tego chcieli. Byś się nie poddawał.
     — Masz rację. Dopóki żyję nie spocznę, by Harry miał wspaniałego ojca chrzestnego. Zawsze będę dla Ciebie oddanym przyjacielem, Lunatyku — uśmiechnął się lekko do Lupina, który odwzajemnił uśmiech.
     — Bądź odważny jak James i Lily, którzy oddali życie za Harry'ego.

~***~

     Na ulicy Privet Drive słońce oświetliło swoim blaskiem wszystkie domy już z samego rana. Dość wcześnie wstał dziś pod numerem czwartym chłopiec o kruczoczarnych włosach. Zjadł z rana lekkie śniadanie i postanowił przejść się na daleki spacer, ciesząc się aktualnym szczęściem. Zauważył, że przez ostatni miesiąc myślał głównie o swoim ojcu chrzestnym. O tym, że żyje. Jakie to szczęście, że mam przyjaciół...
     Tak, byli Ron i Hermiona. Jego najlepsi przyjaciele. Od pięciu lat przy nim. A jeszcze kiedyś myślał, że jego życie będzie straszne, że jest nikim... A list z Hogwartu zmienił wszystko o sto osiemdziesiąt stopni. Czego mógł chcieć więcej? W dodatku na trzecim roku poznał prawdziwe oblicze Syriusza Blacka. Zaprzyjaźnił się z wieloma osobami z Zakonu Feniksa, ale także z innych domów Hogwartu – oczywiście nie licząc Ślizgonów. Miał wiele i doceniał to bardzo. Już nawet tak nie narzekał na mieszkanie z wujostwem. Wiedział, że mimo wszystko przyjęli go pod swój dach, więc czuł trochę wdzięczność... No tak, trochę. Nie mogą liczyć na więcej po tym jak mówili, że jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym i jak chcieli zataić zawzięcie, że jest czarodziejem.
     Usiadł na ławce w parku. Obserwował jak świat budzi się do życia. Pomyślał po dłuższym czasie o Voldemorcie. Jak mógł o nim zapomnieć! Był tak pochłonięty myśleniem o Syriuszu i swoich przyjaciołach, że prawie o nim zapomniał. Czy on teraz planuje coś? Chce zaatakować Syriusza? Jego? Szkołe? Co teraz on, Harry Potter, ma zrobić? Zastanowił się spokojnie. Ron jest bezpieczny, Hermiona... Jest mugolaczką, jednak Voldemort na pewno nie myśli o tym, by ją skrzywdzić. Przecież Hermiona cały czas odpisuje na listy Harry'ego i twierdzi, że u niej wszystko w porządku. Ufa jej i wierzy, że tak jest. A Syriusz na Grimmlaud Place 12, gdzie tam jest najbardziej bezpieczny od reszty. Odetchnął z ulgą. Wszyscy są cali i zdrowi. Wierzy w to całym sercem. Musi wierzyć. Bo jeśli wiary zabraknie, to co pozostanie? Nadzieja, a ona nie może zawieść.
     Dochodziło powoli południe, więc Harry postanowił wrócić do miejsca, które nazywał "domem". Po drodze nie myślał już o niczym. Gdy doszedł – zadziwiająco szybko – pod numer czwarty, zobaczył kogoś przed drzwiami w ciemnej, starej marynarce, opartego o ścianę. Miał pofalowane brązowe włosy do ramion. Kto to był? Tego nie wiedział. Zatrzymał się, wpatrując w osobnika kilka kroków przed sobą. Kogoś mu ten człowiek przypominał... ale kogo? Nie myśląc za wiele, zaczął powoli iść przed siebie. Mężczyzna musiał to usłyszeć, bo po chwili odwrócił się.
     Harry ustał nieruchomo. Nie wiedział co powiedzieć, co zrobić, jak zareagować. Po prostu patrzył z otwartymi ustami prosto w szare oczy Syriusza. Ten także stał w miejscu zdezorientowany. W końcu spotyka się z chrześniakiem.
     — Harry... — zaczął powoli, przybierając lekki uśmiech i czując łzy w oczach.
     Chłopak nie wiele myśląc, co się w nim dzieje, zawołał: ,,Syriusz!'' po czym podbiegł do swojego ojca chrzestnego i rzucił mu się na szyje. Poczuł na swoich plecach silny uścisk Łapy i jego drżenie... choć nie był pewny, czy to on sam przypadkiem się nie trząsł. Syriusz uronił w końcu kilka łez, nie mogąc już ich dłużej zatrzymywać. W końcu mógł przytulić syna Jamesa, który był dla niego bardzo ważny. Tak, kochał Harry'ego, a nawet bardzo. Uświadomił to sobie wtedy, gdy dowiedział się o planie uratowania jego, Syriusza Blacka.
     Harry uśmiechnął się przez łzy, które również i jemu spływały po policzkach. Nie chciał puszczać już swojego ojca chrzestnego bojąc się, że ten okaże się przywidzeniem. Ale nie mógł przecież nim być. Czuł jego mocny uścisk, słyszał jego cichy płacz, bicie serca... Bicie serca, które ostatni raz słyszał, kiedy była przerwa świąteczna i ten go objął na pożegnanie. Jak bardzo bał się, że to było ostatnie pożegnanie! Jednak nie mogło nim być już nigdy, bo Łapa był tu. Przybył do niego. Jego serce biło dla tego świata. Uśmiechał się przez łzy. Nie widział tego, ale czuł, że tak jest. Z resztą on sam, Harry, to robił. Po chwili obaj jak na zwołanie zaczęli się śmiać. Z czego? Sami nie wiedzieli. Może z tego, że to nieprawdopodobne, że prawie umarł? Jaki ten świat dziwny! Raz cholernie niesprawiedliwy, a raz znacząco sprawiedliwy
     Nic ani nikt nie mógł zniszczyć tej pięknej chwili...
     Syriusz puścił po dłuższym czasie Harry'ego. Swoimi mokrymi i czerwonymi oczami spojrzał w takie same od płaczu chrześniaka. Obaj uśmiechali się szeroko nie wierząc, że nareszcie się widzą. Zielone, nie brązowe... tak, prawdziwy syn swoich rodziców. Nie widział już w nim Jamesa tylko jego syna. Zmienił się, czuł to w głębi siebie. W końcu przemówił ochrypłym głosem.
     — Tak się cieszę, że cię widzę...
     — Ja też! — przerwał mu podekscytowany chłopiec, a Syriusz ze wzruszeniem obserwował go dokładnie. — Cały czas czekałem na list od ciebie. Bałem się...  że to, że żyjesz było tylko jakimś pięknym snem, z którego nie mogłem się rozbudzić. I nagle zobaczyłem ten artykuł w gazecie... Jesteś niewinny, wolny...!
     Syriusz zaśmiał się z taką radością, że aż Harry rozszerzył oczy. Nigdy nie widział u swojego ojca chrzestnego takiej radości. Ile by dał, by widzieć ją u niego każdego dnia! Tyle w życiu przeszedł, że teraz powinien być tylko w takim nastroju.
     — Wybacz mi proszę, że się nie odezwałem. Remus nakazał mi ciągle leżeć po tej całej akcji w Ministerstwie. Naprawdę, bardzo chciałem się z tobą zobaczyć zaraz po tym jak się obudziłem. Niestety, moja kochana kuzynka – z bólem to przyznaję – umie dobrze rzucać zaklęcia i powiem to jak Remus: ,,Źle wyglądasz''. Później ta cała sprawa w Ministerstwie... znów chciałem ci napisać, ale tak naprawdę nie wiedziałem co! Dumbledore nie powiedział mi o co chodzi. Dopiero na przesłuchaniu u Knota dowiedziałem się wszystkiego. Dokładnie wczoraj o tej samej porze.
     — Rozumiem, nie mam żalu. Cieszę się, że już z tobą lepiej! — zawołał przekonywująco i jeszcze raz uściskał Łape.
     — Miałem właśnie zapukać do drzwi, ale zastanawiałem się, co powiedzieć... — zaczął nieśmiało, czując jak chrześniak puszcza go po chwili. Harry jednak nic nie odpowiedział i tylko uśmiechnął się. Po chwili zdał sobie sprawę, że są obserwowani. Spojrzał w stronę drzwi i jego oczom ukazał się wuj Vernon razem z ciotką Petunią i gdzieś czającym się za nimi Dudley'em. Mieli zdumione wyrazy twarzy. Syriusz odchrząknął i podszedł powoli z wyciągniętą ręką do wielkiego, w średnim wieku, mugola.
     — Przepraszam, że tak dopiero teraz, ale nie mogłem się nacieszyć widokiem swojego chrześniaka — uśmiechnął się lekko. Wuj Vernon niepewnie uścisnął dłoń Łapy. Na słowo ''chrześniak'' zaczęli badawczo obserwować nieznajomego. Harry nagle wtrącił się do tej wymiany zdań w jedną stronę.
     — To jest Syriusz Black, mój ojciec chrzestny. Na pewno pamiętacie jak wspominałem o nim — wyszczerzył zęby w ich stronę wiedząc, co mają na myśli. Jeszcze nie wiedzieli, że został uniewinniony i dalej myślą, że to seryjny morderca i zbieg z Azkabanu. Jego myśli potwierdziły się, gdy usta wuja niebezpiecznie zadrgały na dźwięk nazwiska Syriusza. Miał właśnie coś powiedzieć, ale Łapa go wyprzedził.
     — Harry na pewno jeszcze nie wspomniał, ale od wczorajszego dnia jestem wolnym człowiekiem. Nigdy nikogo nie zabiłem, jeśli to mają państwo na myśli, a tak na pewno jest, i przyszedłem dziś odwiedzić mojego chrześniaka, a także lepiej państwa poznać. W końcu to wy zastępowaliście mu RODZINĘ przez te ostatnie kilka lat, więc może wejdziemy do środka i nie będziemy rozmawiać w progu? Z tego co wiem, nie lubią państwo niczego co jest związane z magią, więc lepiej, by nas inni nie widzieli. Oczywiście dla państwa dobra. — Uśmiechnął się nonszalancko w ich stronę, a Harry powstrzymał się od wybuchnięcia śmiechem. Wuj Vernon nie bardzo wiedząc co ma zrobić i wiedząc, że Łapa ma niestety rację – co do sąsiadów! – wpuścił go do środka, a Harry poszedł za nimi.
     Usiedli wygodnie w salonie, a ciotka Petunia zniknęła na chwilę, by zaraz pojawić się ze szklankami i sokiem pomarańczowym. Dudley wolał obserwować całą scenerię z daleka, gdzieś za swoim ojcem. Doniosły mugol rozpoczął ostrożnie rozmowę.
     — No więc jest Pan niewinny, tak? — zapytał jakby dalej niedowierzał w to, że przed nim nie siedzi żaden morderca.
     Syriusz zaśmiał się.
     — Mówiłem państwu, że tak. Niestety, piętnaście lat temu zostałem wrobiony w te wszystkie zabójstwa przez osobę, którą nazywałem przyjacielem. Miesiąc temu wiele osób zobaczyło mojego byłego przyjaciela i zostało przedstawionych wiele innych dowodów, które wystarczyły całemu Ministerstwu, bym został wolnym człowiekiem. Oczywiście stało się to dopiero wczoraj rano, ze względu na mój kiepski stan zdrowia — przerwał, czekając na jakąkolwiek reakcję, a gdy otrzymał ze strony Dursley'ów tylko ciszę, znów zaczął mówić. — Na pewno otrzymali państwo list z zapowiedzią mojej wizyty.
     — Tak, nadszedł on późnym wieczorem. — Potwierdziła ciotka Petunia, patrząc z zainteresowaniem na swoje dłonie.
     — Niestety, nie mogli mnie poinformować o nim Syriuszu — odezwał się Harry, a wuj Vernon od razu przeniósł na niego wzrok. — Już wtedy myśleli, że śpię, a z rana wyszedłem na spacer.
     — To prawda — zgodził się nagle wuj Vernon z wymuszonym uśmiechem i uprzejmością.
     Łapa pokiwał tylko głową i po chwili zapytał:
     — Jak państwo traktowali mojego chrześniaka? Mam nadzieję, że dobrze.
     Harry znów powstrzymał się od śmiechu na widok min swojego wujostwa. Ciotka była przerażona, ale wuj zachował zimną krew.
     — Staraliśmy się go dobrze wychować — odrzekł spokojnie. Widząc jednak, że to Łapie nie wystarcza, mówił dalej. - Nie zawsze to nam się udawało, bo to w końcu... no, wiadomo. Oczywiście karmiliśmy go, daliśmy dach nad głową, a Dudley nawet oddał mu swój pokój! — Spojrzał z dumą na swojego syna, który cofnął się ze strachem o krok do tyłu. — Wysłaliśmy go do tej szkoły... jak jej tam...
     — Hogwart — podsunął Gryfon.
     — Właśnie. I nadal tam chodzi i z tego co wiem to uczy się pilnie.
     Na słowo "pilnie" to nie tylko Harry chciał wybuchnąć śmiechem, ale także sam Syriusz. Co jak co, ale Łapa nie przypominał sobie, by jego chrześniak był wzorowych uczniem. Co prawda, Lily taka była, ale raczej do nauki był taki jak James. Choć musiał przyznać, że bardziej się do niej brał niż jego ojciec. W końcu uśmiechnął się przepraszająco i spojrzał na Harry'ego wzrokiem: ,,Nie wkurzaj ich tylko.''
     — A czym się Pan zajmuje? — zmienił temat wuj Vernon. Łapa natychmiast wrócił do rzeczywistości i po chwili zastanowienia odparł:
     — Aktualnie niczym, w końcu od wczoraj mam czyste konto. Nie wiem na razie co będę robić. Przyjaciele pewnie coś dla mnie znajdą — odpowiedział uprzejmie. — A Pan czym się zajmuje?

     Przez następną godzinę wuj Vernon – co wydaje się niemożliwe! – opowiadał o świdrach, którymi się zajmuje na co dzień i jak ważna jest jego praca. Harry myślał, że zanudzi się tam na śmierć i nie mógł uwierzyć, że Syriusz zawzięcie zadaje mu pytania i uważnie słucha. Albo naprawdę interesowała go praca wuja albo świetnie udawał. Co się okazało później, ma istny talent aktorski.
     Łapa wypił do końca swój sok i powoli wstał.
     — Państwo pozwolą, że porozmawiam jeszcze z Harrym i pokaże mi swój pokój? Na pewno macie państwo jeszcze inne rzeczy dziś do zrobienia, a my nie chcemy wam przeszkadzać — odparł nazbyt uprzejmie w ich stroną. W końcu to był Black. Jego rodzina miała szacunek do czarodziejów czystej krwi, a Syriusz także, tylko tyle, że nawet do mugoli, choć nie przepadał za wujostwem Harry'ego. Jednak nie chciał psuć relacji, by chrześniak nie miał u nich za ciężko. I tak sama myśl, że będzie jeszcze u nich mieszkać jest straszna.
     — Dobrze, idźcie proszę — odpowiedział wuj z nie aż tak wymuszoną uprzejmością, a ciotka Petunia tylko pokiwała głową. Dudley poszedł już do siebie kilka minut wcześniej.
     Harry zaprowadził Syriusza do swojego niewielkiego pokoju na górę. Łapa z zainteresowaniem obserwował całe pomieszczenie i słuchał jak Harry mu opowiadał o jego wrażeniu podczas rozmowy z wujostwem.
     — Wiesz... mam taki ukryty talent aktorski — wyszczerzył zęby w jego stronę — Nie chcę, by źle o mnie myśleli. W końcu będziesz tu jeszcze mieszkać.

     — Co? — poczuł jak mu się w żołądku przewraca. Dlaczego nie zamieszka z nim?
     Black przewidywał jego reakcję i uśmiechnął się lekko, dodając mu otuchy.
    — Bo widzisz... Kiedy twoja matka oddała za ciebie życie, obdarowała cię zaklęciem ochronnym i ono będzie tak długo działać jak będziesz mieszkać w tym domu, czyli do twoich siedemnastych urodzin. Dumbledore ma ci niedługo wszystko wytłumaczyć dokładnie — spojrzał na zrezygnowany wyraz twarzy chłopca i dodał: - Także bym chciał, byś ze mną zamieszkał, naprawdę. Jednak świadomość, że będziesz tu bezpieczny poprawia mi humor.
     — Rozumiem — odparł z lekkim uśmiechem pokazując, że nie ma do nikogo żalu i zastanawiając się, o co może chodzić dokładnie z tym zaklęciem ochronnym. — Bardzo się denerwowałeś u Knota?
     — Myślałem, że tracę grunt pod nogami — wybuchnął śmiechem, a gdy się uspokoił zaczął mówić dalej. — Chciałem sam ci o tym powiedzieć, ale Dumbledore prosił, bym w końcu przestał go namawiać do spotkania z tobą, bo ma tego dość.
     Tym razem to Harry wybuchnął śmiechem. Co jak co, ale Syriusz był w końcu huncwotem i wcale go nie dziwi, że dyrektor tracił do Łapy cierpliwość.
    — Chciałem Ci coś powiedzieć ważnego, Harry. — Przebrał nagle poważny wyraz twarzy, a Gryfon wpatrywał się w szare oczy swojego ojca chrzestnego. Po chwili poczuł na swoich barkach jego dłonie i on także spojrzał w jego zielone oczy, które odziedziczył po zmarłej matce. — Do dzisiaj pamiętam ostatnią rozmowę z twoim ojcem, Jamesem.
     Harry'emu zaczęło szybciej bić serce. Czuł, że to co chce powiedzieć Syriusz, jest bardzo ważne. Łapa westchnął, zbierając w sobie całą odwagę i odtwarzając scenę, gdy po raz ostatni widział swojego zmarłego przyjaciela i odparł:
     — Twój ojciec i matka mimo wszystko bardzo bali się, że i tak Voldemort znajdzie sposób, by ich zabić... zabić ciebie — przerwał na chwilę, biorąc głęboki oddech i zaczął mówić dalej. — Zanim James umarł i wyszedłem z ich domu, powiedział, że cokolwiek się stanie, ja jestem twoim ojcem chrzestnym, Harry, i że mam zająć się tobą jakbym był twoim prawdziwym ojcem.
     Syriusz poczuł jak napływają do jego oczu, już po raz drugi tego dnia, łzy i dodał cicho:
     — Oni bardzo cię kochali, Harry. Nie zdajesz nawet sobie sprawy jak bardzo. I nie mówię tutaj tylko o oddaniu życia.
     Chłopiec automatycznie przytulił Łape, a on odwzajemnił uścisk. Gryfon poczuł jak zbiera mu się na płacz. Nie przypuszczał, że usłyszy tak piękne słowa. Zanim zaczął pogrążać się w ramionach swojego ojca chrzestnego w rozmyślaniach i płaczu, usłyszał jeszcze ciche słowa Syriusza:
     — Obiecuję ci, że zawsze będę dla ciebie wspaniałym ojcem chrzestnym i nigdy cię nie opuszczę

Dla naszych rodzin.
Dzięki nim życie ma sens.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Jednak udało mi się przebrnąć do najważniejszego - spotkania Syriusza i Harry'ego. Mam nadzieję, że spodoba wam się i dalej będziecie czytać. :)
Zapraszam do polubienia mojej strony na facebooku: fb.com/dolceveneziana , gdzie będę pisać także o innych blogach (bardzooo zachęcam :D).
Pozdrawiam wszystkich i życzę dobrego tygodnia!
Dv.

4 komentarze:

  1. Pierwsza! :)
    Więc tak...rozdział - jak zwykle - wspaniały. Taki bardzo...wzruszający. Naprawdę. Ach, jak ja się cieszę, że to Ty opisujesz tą historię! Jest niesamowita! :) Naprawdę, bardzo mi się podoba. Ciekawi mnie, co się stanie dalej. Czy Voldemort nadal będzie próbował zabić Harry'ego? I jak Bellatrix zareagowała na swoją porażkę? Czy będzie próbowała "poprawić swój błąd"? Wiesz, nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów.
    Życzę moooooooooorza weny
    ~AnesBlack

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, hej, wpadam teraz z komentarzem, bo wcześniej nie miałam czasu. Rozdział był super i w ogóle, ale jedna rzecz mnie nieco zmartwiła. Otóż wprowadziłaś zasadę 5 komentarzy=nowy rozdział. Uważam, że nie jest fair względem osób, które po prostu nie lubią komentować, nie mają, tak jak ja, na to czasu lub zwyczajnie nie chcą tego robić, a jednak czytają. Ponad to, jest to zasada typowo blogaskowa. Uwierz mi, piszę od bardzo dawna, prowadzę bloga, który ma naprawdę wielu czytelników, ale czasem na choćby jeden komentarz muszę długo czekać. Wiem, że to czasem jest frustrujące, lecz moim zdaniem taką zasadą tylko zrazisz do bloga. Naprawdę nie chcę cię krytykować, ale weź też pod uwagę, że piszesz głównie dla siebie.
    To chyba tyle, dodam jeszcze, że czekam na nowy rozdział ;)
    EKP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też się nad tym zastanawiałam już... i masz rację ;) dziękuje!

      Usuń
  3. Witam ;)
    Przyznam, że kupiłaś mnie totalnie :) Syriusz to jedna z moich ukochanych postaci z serii "Harry Potter". Każdy rozdział czytam z zapartym tchem. Oby tak dalej ;)
    Nie przestawaj, bo to co robisz jest genialne.
    Pozdrawiam QoD
    PS Pojawił się nowy rozdział u mnie, zapraszam :) podrugiejstronienieba.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń