poniedziałek, 13 czerwca 2016

Rozdział IX: Umarłaś dawno temu

     Strach ściskał Syriuszowi serce tak bardzo, że nie zwracał uwagi na skołowaną za sobą dawną przyjaciółkę. Trzymał na swoich rękach nieprzytomnego Remusa, błagając w duchu, aby żył. Nic innego się w tym momencie nie liczyło. Musiał dotrzeć jak najszybciej na Grimmlaud Place 12. Adrenalina napędzała Blacka dość intensywnie. Nie myślał o niczym, nie potrafił w tej chwili nawet pomyśleć skąd wzięła się tam Elizabeth, co się z nią działo…
     Nim się spostrzegł, stał już pod drzwiami kwatery głównej. Błyskawiczny wybieg z domu Weathers, teleportacja… To wydarzyło się tak szybko, że prawie niemożliwe, aby w ogóle tak było.
     Otworzył na oścież drzwi ­– co wywołało burzę pytających spojrzeń ­– i na nikogo nie czekając, zaniósł Lupina na górę do jego pokoju. Momentalnie ułożył huncwota na łóżku i uklęknął przy nim. Twarz Remusa była blada jak u martwego człowieka. Jedyny kolor, który się odznaczał w jego spojrzeniu to krew w okolicach ust i czoła.
     — Remusie — zaczął powoli, próbując rozbudzić przyjaciela, ale on nawet nie drgnął. Leżał tak spokojnie, w błogim śnie… — Lunatyk, do cholery! Słyszysz mnie?!
     Nadal cisza. Syriusz miał ochotę strzelić sobie w łeb za to, że nie był obok huncwota. Może wtedy sprawy inaczej by się potoczyły.
     Wstał gwałtownie i ustał tyłem do przyjaciela. Aby się nie rozpłakać zakrył usta lewą dłonią i zacisnął mocno powieki. Czy to możliwe, by Remus umarł? Nie mógł sobie tego uświadomić. Stracił już tak wiele przyjaciół…
     Black momentalnie podskoczył w miejscu na słaby dźwięk swojego imienia.
     — Syriuszu…
     Odwrócił się na pięcie i o mało co nie krzyknął. Remus miał otwarte oczy i lekko uśmiechał się w jego stronę. Wyglądał jakby miał za chwilę znów zemdleć, więc Syriusz od razu wrócił na swoje miejsce, kładąc dłoń na jego mokrym od zimnego potu czole. Zmusił się do odwzajemnienia uśmiechu, co było dość trudne. Bolał go widok półżywego huncwota.
     — Jesteś w moim domu, spokojnie. Wszystko będzie dobrze — odparł, biorąc kawałek jakiegoś materiału z szafki obok i wycierając delikatnie zbryzgane krwią czoło. Gdy tylko Syriusz musnął je, ten lekko skrzywił się z bólu.
     — Wygląda na to, że zostanie paskudna blizna — podniósł jeden kącik ust do góry, obserwując zachowanie Lupina.
     — I tak wyglądam lepiej od ciebie — stwierdził huncwocko Lunatyk.
     Syriusz wybuchł gromkim śmiechem, a w ślad za nim poszedł trochę ciszej Lupin. No tak, był to w końcu huncwot, a oni nawet w najgorszych sytuacjach zimnej krwi nie tracą.
     Kolejny raz życie okazało się sprawiedliwe, ale tym razem wobec Remusa. Dlaczego ono takie było dopiero teraz? Czy może jest dane tej dwójce huncwotów coś w przyszłości dokonać? Wszystkie opcje były możliwe.
     Zapadła po chwili cisza. W tym czasie kiedy Syriusz rozmyślał, Lunatyk miał kogoś na myśli. Nie czekając dłużej, od razu zaczął mówić:
     — Ona…
     — Tak, to była Elizabeth — przerwał mu momentalnie Black. Dopiero teraz sobie o niej przypomniał. Obrazy sprzed kilkunastu minut zaczęły powracać – wściekłość Bellatriks, atak Avery’ego, krzyk Elizabeth, jej upadek, zaklęcie tarczy, chłopiec, klątwa Cruciatus, Remus, teleportacja Śmierciożerców… Wszystko na raz pojawiało się w głowie Syriusza. Nie wiedział co ma czuć ­– złość czy radość. Z jednej strony żyje jego przyjaciółka, ale z drugiej przez to, że uratował jej życie, prawie zginął Remus. Czy postąpił dobrze, zostawiając ją tam samą i nie dopuszczając ją do siebie i Lunatyka?
     Lupin westchnął cicho. Łapa doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że chce wiedzieć co się wydarzyło. Jednak nie chciał mu teraz wszystkiego wyjaśniać – był słaby, a poza tym sam musiał ułożyć w swojej głowie wszystkie myśli. Za dużo wydarzyło się jednego dnia.
     — Odpocznij, Luniaczku. Opowiem ci wszystko w swoim czasie. Zaraz przyjdę — odparł, zabierając tam sam materiał ze sobą i wyszedł z pomieszczenia. Szybkim krokiem ruszył do łazienki zamoczyć kawałek, który trzymał w dłoniach. Gdy wracał spotkał na korytarzu Moody’ego. Wyglądał na dość przejętego.
     — Łapa! Co z Remusem, z tobą?! Powiedzieli mi, że wparowaliście jak poparzeni do kwatery — zawołał ochrypłym głosem, a jego magiczne oko hulało we wszystkie strony.
     — Niestety, śmierciożercy już tam byli. Prawie uratowaliśmy tylko chłopca — odparł z niewyraźnym wyrazem twarzy. Widok umierającego młodego Weathers był nie do wytrzymania.
     — Prawie? — zapytał.
     — Cruciatus. Powiedział nie wiele, ledwie kilka słów zanim odszedł.
     — Co powiedział?
     Chcąc–nie chcąc, Syriusz powrócił myślami do momentu śmierci chłopca, aby odtworzyć jego słowa.
     — ,,On chce zabić, porwać, wykorzystać’’ — powtórzył.
     — Kogo zabić, porwać i wykorzystać? — zapytał z zupełną ciekawością.
     — Nie wiem. Powiedział tylko tyle — odparł, po czym minął Szalonookiego i wrócił do pokoju przyjaciela.
     Syriusz nie miał żadnego pomysłu, co oznaczają słowa zmarłego chłopaka. Zabić, porwać i wykorzystać może każdego, a nawet może już to robić od dawna. Nie rozumiał przesłania i nie miał zamiaru w tej chwili rozwiązywać tej zagadki.
     Podszedł do Remusa i od razu spostrzegł, że ten zasnął. ,,To dobrze. Niech odpocznie’’ ­– pomyślał. Przyklęknął obok i delikatnie wycierał krew z twarzy przyjaciela.  Jego rana była dość paskudna – przechodziła prawie przez całe czoło. Nie mogłoby się obejść bez szycia. Syriusz przyjrzał się wardze, która była rozcięta. I tutaj będzie się bawić w usługi krawieckie. Remus już miał dość blizn ze swoich przemian, nie potrzebował kolejnych do kolekcji.
     Rozsunął szufladę szafki obok. Było tam kilka kartek, książek, pióro i ‘zestaw każdej krawcowej’, który właśnie Syriusz poszukiwał. Jednak zanim zabrał się do pracy spojrzał na zapisane przez samego Lupina skrawki pergaminów – były to notatki z różnych książek, najprawdopodobniej do prowadzenia lekcji w czasie, kiedy był nauczycielem w Hogwarcie. Szybko je przerzucał i już miał schować z powrotem, ale pośród tych wszystkich kartek odnalazł list od…
     — Dems…? — odrzekł pod nosem pełen zdziwienia. Patrzył tępo na podpis na liście, nie dowierzając.

Oddana całym sercem,
               Demetria

     Black poczuł wspaniały dotyk ciepła na sercu. Widok autentycznego podpisu Salpy dał ukojenie w jego poharatanym sercu. Ostatni raz widział go na ślubie Lily i Jamesa, kiedy to podpisywali prezent dla młodej pary. Robili to na ostatnią chwilę, bowiem Syriusz kompletnie zapomniał ze zdenerwowania żeby go najnormalniej w świecie zabrać ze sobą.
     Zaśmiał się na samo wspomnienie wyrazów twarzy przyjaciół, gdy powiedział im o tym.
     Jego wzrok powędrował niżej.

PS Nie zapomnij

     Syriusz nie chciał za nic czytać tego listu. To była prywatna korespondencja Remusa. Byli przyjaciółmi – fakt – ale to nie dawało Blackowi żadnego prawa do poznania treści. Bardzo go ciekawiło jednak kiedy owy list został napisany. Uniósł momentalnie wzrok na samą górę.

Londyn, 16 kwietnia 1981

     Syriusz westchnął. To musiał być ostatni rękopis od Demetrii. W tym samym roku zniknęła bez jakiegokolwiek śladu.
   Odłożył z powrotem do szuflady wszystkie notatki przyjaciela i zabrał się do szycia ran.

~***~

     Przez drzwi domu na Grimmlaud Place 12 przeszedł zdenerwowany Albus Dumbledore. Nie wyglądał na zadowolonego, a raczej był zmartwiony. Wbiegł czym prędzej po schodach, nie zważając na uwagi popychanych członków zakonu. Nie obchodziło go w tamtym momencie nic, prócz stanu zdrowia Łapy i Lunatyka.
     Gdy pchnął drzwi jednego z pokoi ujrzał leżącego na łóżku rannego Lupina i Blacka który siedział obok. Na dźwięk nienaoliwionych drzwi, momentalnie odwrócił się.
     — Co z nim? — zapytał, podchodząc bliżej.
     — Avery rzucił Cruciatus. Zszywam mu rany — odparł, nie poprzestając swojej wcześniejszej czynności.
    Usłyszał jak dyrektor Hogwartu mruknął, ale nadal stał w miejscu. Najwyraźniej czekał na więcej szczegółów.
     — Dumbledore, możemy później porozmawiać? Wszystko opowiem, gdy tylko skończę tutaj.
     — W porządku, nic nie musisz mi więcej mówić. Alastor mi wszystko powiedział — odparł, siadając na łóżku obok Lunatyka. — Remus sobie poradzi, ale jak z tobą, Syriuszu?
     Jak z nim było? Jemu nawet włos z głowy nie spadł. Spotkał osobę, którą uważał za zmarłą, w dodatku ją uratował przez co nie obronił przyjaciela. Czuł się fatalnie, wręcz rozdzielony na dwie części – pomógł, zawiódł i zostawił, wybawił.
     — Nic mi nie jest — odparł w niesmaku Syriusz.
     — To widzę, ale ­– wybacz mi te słowa ­– nie jestem aż tak stary, by nie widzieć, że coś ukrywasz przede mną — odparł dość spokojnie, patrząc znacząco na huncwota.
     — Bo… był tam ktoś jeszcze.
     — Tak?
     Uniósł wzrok na zaintrygowanego starca. Nie wiedział jak przekazać informacje o spotkaniu w domu Weathers. Jednak musiał wyjawić prawdę.
     — Od razu mówię, że nie wiem skąd się ona tam wzięła i gdzie teraz jest. Jestem do tej pory w szoku — przełknął głośno ślinę. Nie potrafił tak po prostu tego powiedzieć.
     Dumbledore przyjrzał się Syriuszowi uważnie.
     — Kto był tam jeszcze?
     — Elizabeth Mistery — wyrzucił z siebie, a dyrektor uniósł wysoko brwi ku górze.
     Przez dłuższą chwilę trwała grobowa cisza. Widocznie nie tylko Blacka zaskoczyła ta informacja.
     — Syriuszu — zaczął cicho Dumbledore. — Jesteś pewny, że to ona?
     — Tak — odpowiedział natychmiast. — Nie widziałem jej tyle lat... ale jestem pewien, że to Elizabeth.
     Dumbledore pokiwał głową.
     — Po której stronie walczyła? — zapytał z nadzieją w głosie.
     Z kim? To było najbardziej oczywiste ze wszystkich pytań tego dnia.
     — Po naszej stronie. Sama zaczęła atak — przerwał na chwilę, biorąc głęboki oddech. — Dumbledore, gdzie ona mogła się podziewać przez tyle lat?
     Nie odpowiedział. Ukazał tylko delikatny uśmiech i wstał.
     — Spróbuj ją znaleźć. Sama ci wszystko wyjaśni.
     I z tymi słowami wyszedł z pomieszczenia, zostawiając po raz kolejny bezradnego Syriusza.
     Miał ją odnaleźć? A czy ona będzie chciała z nim rozmawiać po tym co powiedział w Worcester? Był pod wpływam emocji. W głębi serca czuł, że to co powiedział to kłamstwo. Z pewnością!

     Dokończył szycie ran i pozostawił śpiącego Remusa w tym samym miejscu. Wyszedł cicho i udał się do swojego pokoju. Zaczął gorączkowo myśleć, gdzie mogłaby w tej chwili być. Przeklnął się w duchu. Mistery mogła być wszędzie.
     — Jak ja mam cię teraz znaleźć?! — zawołał na głos, nie otrzymując odpowiedzi.
     Włożył dłonie do kieszeni i… olśniło go! Wyciągnął dwukierunkowe lusterko, a Elizabeth miała nadal te Harry’ego! Już chciał się uderzyć w twarz za tą pamięć – która była ‘katastrofą’ jak kiedyś James powiedział – ale ostatecznie powstrzymał się.
     Trzymał mocno kawałek lusterka i zdecydowanym głosem, odrzekł:

Elizabeth Mistery

     Nie było odpowiedzi. Mimo to dalej próbował.

Gdzie jesteś? Błagam, porozmawiajmy!

     Po raz kolejny przeklinał się w duchu za swoją głupotę. Nie mógł jej mieć za złe tego – zachował się jak kompletny idiota. Już chciał schować lusterko z powrotem do kieszeni, gdy nagle usłyszał cichy, kobiecy głos.

Szukaj w Worcester

     Jej głos nie należał w tym momencie do zdecydowanych, no i oczywiście nie sprecyzowała dokładnego położenia, jednak znając Elizabeth – przez wzgląd na ich przyjaźń, posiadanie nie swojego lusterka i chęć przyłożenia mu w twarz – lepiej już nie mogła zrobić.
Syriusz natychmiast wyszedł z pokoju. Przeszedł przez cały dom i już miał wychodzić, ale na swojej drodze spotkał nie kogo innego jak Taylora Werta, ostatnią osobę, z którą chciał rozmawiać.
     — Black! Słyszałem, że wróciliście w nienajlepszym stanie — odparł z uśmiechem, który w jego wykonaniu wyglądał jak wyraz twarzy zbitej małpy.
     — Prawda, ale żyjemy jak widzisz — wywrócił teatralnie oczami i już miał wychodzić, ale brunet chwycił go za ramię.
     — Dokąd idziesz? Powinieneś…
     Syriusz momentalnie wyrwał się z uścisku i ścisnął tak mocno różdżkę, że nie uszło to uwadze Werta.
     — Zajmij się swoimi sprawami albo inaczej pogadamy.
     Łapa miał ochotę odwrócić się na pięcie i załatwić sprawę ‘po mugolsku’, ale zmienił zdanie. Dostanie w twarz kiedy indziej, teraz liczyła się Elizabeth.
     Będąc na zewnątrz momentalnie się teleportował i znalazł z powrotem w Worcester na Cole Hill 17. Wokół domu, w którym nie tak dawno był znajdowała się policja, więc tam nie mógłby znaleźć brązowowłosej.
     Zaczął iść przed siebie, myśląc gdzie mogłaby pójść. Dużo czasu mu to nie zajęło – wychowała się w mieście York, a jej rodzina wywodziła się z tych ‘dobrze ułożonych’, wręcz arystokratycznych. Gdy była sama to zawsze spędzała czas samotnie, wśród jakichś pięknych widoków. Syriusz zapamiętał, że w Worcester takim niezwykłym miejscem jest park na wniesieniu kilka ulic dalej. Był przekonany, że tam ją znajdzie.
     Nie zwlekając ani chwili dłużej, ruszył szybkim chodem przed siebie. Miał szczęście, że kiedyś był w tym mieście razem z Jamesem – inaczej by miał spory problem.
     Minął kilkanaście budynków w ciągu piętnastu minut, aż w końcu wyszedł z kamiennej ulicy na polną drogę na prawo. Po jego lewej stronie zaczynał się park, który rozciągał się na kilkanaście metrów. Odnalazł przejście między drzewami i w biegu wszedł na górę. Rozejrzał się uważnie po całej okolicy – zachodziło powoli słońce, sprawiając, że widok był jeszcze piękniejszy. Wokół znajdowały się głównie drzewa – jak w każdym parku – i w kilku miejscach krzaki. Nie było ławek, ponieważ mieszkańcy woleli siedzieć na trawie i nie naruszać struktury tej okolicy. Owe miejsce nic się nie zmieniło po ostatniej wizycie lata temu. Jednak nie miał teraz czasu na rozpamiętywanie – musiał odnaleźć Mistery.
     Zaczął iść przed siebie wprost do miejsca, gdzie jest widok na rzekę. Gdy tam dotarł miał ochotę samemu sobie pogratulować – siedziała tyłem do niego patrząc wprost przed siebie. Zrobił kilka kroków, a ta się momentalnie odwróciła.
     — O czym chciałeś rozmawiać? — zapytała chłodno, a przynajmniej chciała by tak było.
     Syriusz przełknął ślinę. Domyślał się, że teraz już tak łatwo mu nie pójdzie.
     — Elizabeth, ja…
     — Jesteś kretynem! — krzyknęła, wstając na równe nogi. — Powiedziałam ci gdzie jestem tylko dlatego by oddać ci to — wyciągnęła przed siebie dwukierunkowe lusterko, a Syriusz je delikatnie chwycił. Wiedział co zaraz miało nastąpić. Mógłby zrobić unik, gdyby nie fakt, że mu się należy.
     Po chwili poczuł mrowienie i przypływ ciepła na twarzy.
     — Uderz jeszcze raz i mocniej — odparł.
     Elizabeth wytrzeszczyła oczy. Pierwszy raz w życiu słyszała, że ma powtórzyć ten czyn. Nawet, gdy czuł się winny i już oberwał to przypadkiem. Nigdy nie dawał nikomu satysfakcji, a teraz? Widziała w jego oczach skruchę i ból. Naprawdę żałował wypowiedzianych słów.
     — ,,Nie jesteś naszą przyjaciółką. Dla mnie umarłaś dawno temu’’ — powtórzyła z trudem słowa Blacka, po czym odwróciła się tyłem. Nie chciała na niego patrzeć, słuchać go. Sprawił jej ogromny cios, ale… Czego mogła się spodziewać? Nie było jej wiele lat, sam Syriusz przecież siedział w Azkabanie i nagle pojawia się.
     Black wolałby, aby strzeliła mu w twarz kilkaset razy niż raz odwróciła się plecami. Wiedział, że mu się należy choćby klątwa Cruciatus. A przynajmniej tak myślał.
     — Oczekiwałaś, że rozpłaczę się ze szczęścia, rzucę na szyję jakby nigdy nic? Wiele lat nie widziałem cię na oczy, nikt cię nie widział! Nie możesz wymagać ode mnie niemożliwego! — Kobieta gwałtownie odwróciła się przodem do Syriusza.
     — Nie musiałeś…
     — Myślałem do cholery, że nie żyjesz!
     Krzyk Blacka rozniósł się tak gwałtownym echem, że Elizabeth nie śmiała się odezwać.
     — Wszyscy tak myśleli. Wiesz co się później stało? — zapytał wysokim i srogim tonem, a brązowowłosa milczała. — Peter, ten ostatni i plugawy zdrajca, wydał Voldemortowi Lily i Jamesa. On był ich Strażnikiem Tajemnicy! Wiedzieli tylko o tym Potterowie, ja i Pettigrew… Za późno pojawiłem się w Dolinie Godryka i co?! Leżeli martwi! Nikt nie wierzył w moją niewinność, nawet Remus. Wysłali mnie do Azkabanu przez Petera. Uciekłem po dwunastu latach i wiesz kim się stałem?
     Cisza. Elizabeth wiele słyszała o tym więzieniu, ale nigdy nie widziała jak ludzie się zmieniają… Syriusz nie wyglądał tak samo – postarzał się, owszem – ale był inny. Kiedyś miał proste włosy, gładką twarz, posturę szczęśliwego i dumnego człowieka. Jego oczy były pełne życia, lecz dzisiaj nie mogła tego powiedzieć. Stał przed nią z kręconymi, zniszczonymi włosami, popękaną z licznymi bliznami twarzą. Był przygarbiony niczym złamany i zbity człowiek, a oczy niegdyś pełne blasku już dawno go utraciły. Czaił się teraz tam strach i ból. Nie było w nich żadnego szczęścia czy życia.
     Poczuła jak zbierają się do jej oczu łzy. Zaczynała rozumieć zachowanie Syriusza. Dawny Black został załamany dawno temu. Teraz stał przed nią prawie inny człowiek. Jak bardzo się zmienił?
     — Stałem się wrakiem człowieka, niczym więcej — skończył i zobaczył, że Mistery te słowa bardziej zabolały niż to, co jej tego dnia powiedział. — Zobaczyłem cię w tym domu i prawie bym zemdlał na miejscu! Elizabeth Mistery, droga mi przyjaciółka, którą uważałem za zmarłą, nagle pojawia się przede mną! Wiesz może dlaczego tak powiedziałem? — Kobieta nadal milczała. Podejrzewała co usłyszy.  — Remus prawie zginął tego dnia. Uratowałem osobę, którą widziałem pierwszy raz po wielu latach, która była jak złudzenie, a nie przyjaciela, który był prawdziwy.
     — Trzeba było dać mnie zabić twojej kuzynce — odezwała się w końcu, a jej głos już nie był chłodny. Była zła na Syriusza dlatego, że myślała tylko o sobie. Nie wzięła pod uwagę tego, co Black przeżył i że jej nie było.
     Syriuszowi twarz złagodniała. Ukazał lekki uśmiech, na który Elizabeth zmarszczyła brwi. Nigdy nie potrafił być na nią zły – sam nie wiedział dlaczego.
     — Nie. Uratowałem cię, bo w sercu czułem, że to ty. I nie chciałem cię ponownie stracić z Remusem.
     Elizabeth była twardą osobą, bardzo waleczną. Syriusz nie wiedział co się z nią działo przez te lata, ale widząc jej strach i ból, który się w niej rozgrywał, rozumiał, że nie za dobrze.
     Brązowowłosa miała już coś powiedzieć – co jej nie wychodziło, ponieważ cała drżała – ale Łapa momentalnie mocno ją przytulił do siebie i długo nie puszczał. Mistery już nie powstrzymywała łez. Zaczęła głośno łkać do jego ramienia.
     I stali tak dłuższy czas, ciesząc, że odnaleźli się mimo wszystko.


Nadzieja zawieść nie może.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

4 komentarze:

  1. Hej, hej!
    Nie wiem, czy coś mi uciekło czy coś, ale nie załapałam, w którym momencie Remus został zraniony, Syriusz rzucił się na pomoc Elizabeth i wypowiedział w jej kierunku te niezbyt miłe słowa. A może nie miało tego być? Nie wiem, po prostu chcę się zapytać, czy ja coś pominęłam, czy to było zamierzone, żeby tak przeskoczyć.
    Rozdział udany. Rozwijasz się, to pewne. Było trochę błędów, ale jestem strasznie zmęczona i naprawdę nie dam rady ich teraz wypisać.
    Zastanawiam się też, dlaczego Syriusz szył rany Remusa skoro przecież obracamy się w świecie magii, w którym takie rany można zniwelować dużo szybciej i łatwiej. Męczy mnie też fakt, że Syriusz wbiegł do Kwatery, byli tam ludzie i nikt od razu nie przyszedł sprawdzić, co jest z Remusem, pomóc wyleczyć itp. Trochę dziwne.
    Reszta świetnie - akcja z Elizabeth przeprowadzona świetnie. CHCĘ WIEDZIEĆ O NIEJ WIĘCEJ!!!!!
    Syriusz dostał w twarz? Należało mu się xd Za całokształt XD
    Ciekawe jak poprowadzisz relacje między Syriuszem a Mistery. Swoją drogą idealnie pasujące nazwisko jej doprałaś do wizji zakapturzonej postaci.
    Czekam, czekam, na następny!
    Morza weny, pomysłów i czasu!
    Pozdrowionka,
    Bianka!
    Ps.: Zapraszam do mnie na XIII rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Remus zraniony został wcześniej skoro go wynosił. A w rozmowie z Elizabeth Syriusz sam wyjaśnia co się wydarzyło, tzn:
      ,,Remus prawie zginął tego dnia. Uratowałem osobę, którą widziałem pierwszy raz po wielu latach, która była jak złudzenie, a nie przyjaciela, który był prawdziwy.''
      (teraz widzę, za dużo 'który';_;) A jeszcze wcześniej:
      ,,wściekłość Bellatriks, atak Avery'ego, krzyk Elizabeth, jej upadek, zaklęcie tarczy, chłopiec, klątwa Cruciatus, Remus, teleportacja śmierciożerców''.
      Avery zaatakował Mistery, Syriusz uratował ją zaklęciem tarczy, a w tym czasie Remus dostał zaklęciem Cruciatus od Bellatriks. Tu złość Syriusza i jego ostre słowa - patrz cytat pierwszy.
      Tak, przeskok sceny walki był zamierzony :) Co do szycia ran... w następnym rozdziale wyjaśnione będzie. A to, że nie odwiedzili to także rozdział następny, spokojnie. :3
      A jeśli chcesz poznać lata Elizabeth - zapraszam na Serce Łani! Tutaj jeszcze TROCHĘ się wydarzy z nią. ^^
      Dziękuje za motywujący komentarz!
      Pozdrawiam ciepło,
      Dv.
      PS Oj, należało się i to bardzo :D
      PS 2 Błędy są bardzo możliwe tutaj. Dobrze, że życzysz mi czasu, bo przez brak go jest jak jest. ;d

      Usuń
  2. Rozdział super! Bardzo podoba mi się styl jakim piszesz. Akcja się rozkręca, a (jak wiesz) akcję bardzo lubię.
    Dziękuję za informację pod moim rozdziałem, coś mi powiadomienia nie dochodzą :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ♥
      i na facebooku zawsze informuję na bieżąco, jakbyś chciała :)
      (po lewej zakładka "Facebook")
      Pozdrawiam, Dv.

      Usuń